Zeydler-Zborowski Zygmunt - Alicja nr 3 •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 5
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt
  • Tytuł: Alicja nr 3
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: Seria z Czerwoną Okładką
  • Rok wydania: 1975, 1977 (wydanie II)
  • Nakład: 100000 (wydanie II)
  • Recenzent: Ewa Helleńska
  • Recenzja: 153/2010

 

ILE  JEST  ALICJI?

"Alicja nr 3" jest pod pewnym względem dość nietypowym kryminałem. Autor, Zygmunt Zeydler Zborowski,  nie jest tu obiektywnym narratorem relacjonującym jakieś mniej lub bardziej intrygujące zdarzenia;  przeciwnie -- sam uczestniczy w opisywanych wydarzeniach i opisuje swoje własne przygody. Ściślej mówiąc, narratorem powieści jest Zygmunt, pan w średnim wieku, autor kryminałów, wielbiciel Włoch -- kraju, w którym przebywał przez jakiś czas po wojnie.

Pewnego dnia pan Zygmunt otrzymuje list od swej byłej żony, Joanny, z którą rozstał się jakiś czas temu. Po rozwodzie Joanna ponownie wyszła za mąż, tym razem za Włocha, i mieszka w Rzymie. W liście Joanna przesłała eks-mężowi zaproszenie do Włoch. Byli małżonkowie rozstali się w przyjaźni i nawet druga żona Zygmunta, pani Bożena, nie ma nic przeciwko tej podróży.  Wkrótce nasz autor-narrator leci do Rzymu samolotem PLL Lot, którego  patronem  jest Mikołaj Kopernik.

"... puściłem mimo uszu złowieszczy komunikat podany przez megafon, że lecimy na wysokości dziesięciu tysięcy metrów z szybkością dziewięciuset kilometrów na godzinę.  Nie chciałem się już nad tym zastanawiać, nie chciałem sobie psuć śniadaniowego nastroju. Zresztą w tym momencie wszelkie refleksje były właściwie cokolwiek spóźnione.  Nie pozostawało mi nic innego, jak wierzyć w mą szczęśliwą gwiazdę i oddać się pod opiekę Mikołaja Kopernika. Samolot, którym leciałem, został nazwany właśnie imieniem wielkiego astronoma."

Ja też leciałam "Kopernikiem" w tamtych czasach, tyle że do Londynu, a nie do Rzymu. W kilka lat później tenże samolot rozbił się nad Warszawą i w katastrofie zginęła Anna Jantar. No cóż, nie każdemu się udaje. Jak widać, nasz wielki astronom nie ma wpływu na nasze losy gdzieś tam wysoko i trudno liczyć na jego protekcję.

Pochłonięty podróżą i serwowanym na pokładzie posiłkiem pan Zygmunt z pewnym opóźnieniem zauważa, że obok niego siedzi piękna i młoda dziewczyna. Czemu nie poflirtować z sąsiadką?

"- Czy pani leci do Rzymu? -- spytałem głupio. Wiedziałem przecież, że nasz odrzutowiec nie  ląduje ani w Koluszkach, ani w Lubartowie.
Mogła ze mnie zadrwić okrutnie, ale nie uczyniła tego. Skinęła tylko głową w milczeniu."

Dalsza rozmowa toczy się dość niemrawo i nie wychodzi poza stek banałów. Jak się okazuje, piękna nieznajoma nazywa się Alicja Sarnowska i udaje się do Rzymu na zaproszenie rodziny. W Rzymie piękna Alicja spotka się z Zygmuntem, zaprosi go nawet na kolację do rezydencji swych włoskich krewnych. Nasz autor spostrzega, że Alicja jest smutna i coś ją gnębi, zaś jej rodzina, gość -- austriacki  handlowiec oraz służba to postacie jak z panopticum. Wkrótce ma miejsce pierwsze tragiczne wydarzenie -- w drodze powrotnej do Polski Alicja umiera w samolocie. No cóż, to nie nowość w naszych kryminałach, podobne zdarzenie miało miejsce w "Śmierci w samolocie" Koprowskiego. Sprawę przejmuje milicja, bo śmierć młodej osoby podczas podróży zawsze jest podejrzana.
Od tej chwili zaczyna się seria  zupełnie nieprawdopodobnych zdarzeń. Na chwilę pojawia się znany nam z powieści Zygmunta Zeydlera Zborowskiego major Downar. Major jest w tej książce starym znajomym Zygmunta, wie, że pisarz zna dobrze Włochy i że zetknął się z Alicją w Rzymie oraz że leciał z nią tym samym samolotem do Rzymu i z powrotem.  Trudno w to uwierzyć, ale Downar prosi przyjaciela, by wrócił do Włoch i trochę tam powęszył. Nie ma oczywiście mowy o tym, by zamieszkał znów u swej byłej żony. Misja jest niebezpieczna, ale major z dziwną niefrasobliwością wysyła tam swego przyjaciela -- cywila, dając mu na drogę sporą sumę dolarów. Milicja wydaje się być bogata i lekkomyślna. Podczas swej drugiej wizyty w Italii Zygmunt uczestniczy w dość dziwnych i niebezpiecznych wydarzeniach, spotyka przedziwnych ludzi. Jak się okaże, znana mu Alicja została zastąpiona inną Alicją, która -- wbrew pozorom -- nie jest Alicją numer dwa, a Alicją numer trzy. Bohaterowie często wydają się być kimś innym, niż są naprawdę i mamy do czynienia z istnym domem wariatów. Nawiasem mówiąc, prawdziwy dom wariatów też się w książce pojawi.  Obawiam się, że każdy czytelnik książki odnosi wrażenie, że jej akcja jest kompletnie nieprawdopodobna i trudno uwierzyć  w taki idiotyczny splot wydarzeń. Ale książka ma wartką akcję, sporo tu zagadkowych zdarzeń, wiele się dzieje, a to jest w końcu w powieści kryminalnej najważniejsze.
Z zakończenia -- też dziwacznego -- dowiemy się, dlaczego cała opowieść jest taka zawikłana. Nie wiem, czy zakończenie nie rozczarowuje niektórych czytelników. To już sprawa gustu.