Zbyszewski Brunon - Ścigany przez samego siebie | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Zbyszewski Brunon - Ścigany przez samego siebie •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 3
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Zbyszewski Brunon
  • Tytuł: Ścigany przez samego siebie
  • Wydawnictwo: Wydawnictwo Łódzkie
  • Seria:
  • Rok wydania: 1972
  • Nakład: 50280
  • Recenzent: Ewa Adamczewska
  • Broń tej serii: Druga seta


Początkujący prokurator, szlafroki i pająki

„Ściganego” trzeba by chyba określić jako kryminał prokuratorski, a nie milicyjny, bo wprawdzie milicja, „uosobiona” w postaci kapitana Żabickiego tu występuje, ale zdecydowanie na drugim planie. Pierwsze skrzypce w śledztwie odgrywa młody, początkujący prokurator Andrzej Dolecki. To właśnie on, zamiast umorzyć sprawę oczywistego zdawałoby się nieszczęśliwego wypadku, decyduje o wszczęciu dochodzenia. Czytelnik od początku wie, że ofiara Maria Jagodzińska została wypchnięta z okna mieszkania na trzecim piętrze przez swego męża Henryka. Nie pozostaje mu więc nic innego, jak śledzić na dalszych stronach książki dochodzenie Doleckiego do rozwiązania zagadki śmierci Marii.
W tych poczynaniach prokuratorowi pomaga wydatnie mieszkanka kamienicy, w której popełniono zbrodnię Eliza Hoffmann (koniecznie przez dwa „f” i dwa „n”). Starsza pani ma lekkiego hopla na tle czyhających wszędzie pająków, przed którymi chronić ma ją różowy wystrój pokoju, bowiem pająki ponoć boją się różowego. Poza tym jednak pani Eliza potrafi logicznie myśleć, ma znakomity zmysł obserwacji, i wyciąga ze swoich obserwacji właściwe wnioski, którymi dzieli się z Doleckim. Na prokuratorskie myślenie dodatnio wpływa także znakomita kawa, parzona przez panią Elizę.
Dolecki od początku podejrzewa, iż mordercą jest Henryk Jagodziński. Jest to zresztą oczywiste, bo skoro Maria nie popełniła samobójstwa ani nie uległa nieszczęśliwemu wypadkowi, a w mieszkaniu oprócz niej był tylko jej mąż, to tylko on mógł ją wypchnąć z okna. Prokurator jest jednak człowiekiem nad wyraz wrażliwym i obawia się, że może popełnić omyłkę i, nie daj Bóg, oskarżyć niewinnego człowieka. Te jego rozterki autor opisuje na wielu, stanowczo zbyt wielu, stronicach. Kiedy Dolecki upora się ze swymi wątpliwościami ostro zabiera się do wyjaśniania motywu, który popchnął męża ofiary do popełnienia zbrodni. Jagodziński ma wyraźnie coś do ukrycia, między innymi stanowczo zaprzecza, że ma słaby wzrok, choć fakty i świadkowie mówią coś innego. Nie wiedzieć czemu przy tej okazji autor z uporem używa słowa „dioptr”, zamiast „dioptrii”.
Niestety „przyciskanie” Jagodzińskiego przynosi tragiczne skutki – następną zbrodnię, której ofiarą pada siostra Marii. I tu znowu przekonujemy się o wrażliwości młodego pracownika organów sprawiedliwości – prokurator cierpi moralne katusze oskarżając się o przyczynienie się do śmierci kolejnej kobiety.
Śledztwo prowadzone jednocześnie przez Doleckiego i Żabickiego przynosi wreszcie rezultaty – odkrycie ponurej przeszłości Jagodzińskiego wyjaśnia wszystko i pozwala aresztować zbrodniarza.
Książka, miejscami przegadana, zwłaszcza we fragmentach opisujących bogate życie wewnętrzne prokuratora, daje się jednak przeczytać. Intryga wciąga i jest na tyle ciekawa, że „Ścigany” został wykorzystany jako podstawa scenariusza jednego z odcinków „07 zgłoś się!”, z nieco tylko zmienioną fabułą – inną przeszłością mordercy.
Mnie zainteresowało upodobanie autora do szlafroków. W książce znajdujemy opisy tychże okryć dwóch świadków, jednej ofiary i mordercy. Autor lubuje się także w rysowaniu portretów psychologicznych kobiet, nawet tych, które pojawiają się w epizodach. Z wyjątkiem jednej czy dwóch osobniczek są to postacie szlachetne, choć niektóre ciężko doświadczone przez życie. Te wątki pozwalają wnikliwemu czytelnikowi domyślić się, że Brunon Zbyszewski to pseudonim, pod którym kryje się kobieta. I rzeczywiście „Ściganego” napisała Ewa Ostrowska.
•Tagi•: Inne Inna 1972 Druga seta
 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.