Kapitan Żbik - Zerwana sieć •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 6
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Kapitan Żbik
  • Tytuł: Zerwana sieć
  • Wydawnictwo: Sport i Turystyka
  • Seria: Kapitan Żbik
  • Rok wydania: 1977
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Igor Wojciechowski


Zerwana sieć to 46 odcinek Kolorowych zeszytów został wydany dwukrotnie w 1977r. i przed zakończeniem serii w 1981r. Autorem scenariusza jest St. Milc, a rysownikiem Jerzy Wróblewski, który jak zwykle prezentuję bardzo dobrą technikę rysunku. Stworzone postacie przez Wróblewskiego  są autentyczne jakby były przerysowywane ze zdjęć, potrafi stworzyć odpowiedni nastrój, a sama kompozycja komiksu jest bardzo czytelna, rysowane postacie i obiekty są bardzo wyraźne i niezwykle realne. Wróblewski narysował 24 zeszyty i każdy z nich prezentuje niezwykle wysoki poziom. Niestety grafik nie otrzymywał już tak atrakcyjnych scenariuszy bowiem do komiksu dołączono wątki wychowawcze, polityczne i społeczne, a sama opowieść kryminalna stawała się skąpa.  Żbiki wychodzące spod ręki mistrza polskiego komiksu były przegadane, pojawiały się co raz obszerniejsze tzw. dymki z napisami, fabuła była rozwlekła i ciągnęła się przez kilka odcinków. Czasami wiało nudą na szczęście Wróblewski ratował je swoją charakterystyczną kreską.

W zeszycie zerwana siec akcja rozgrywa się w miejscowości Pojseny na mazurach (miasteczko fikcyjne) Darek Jaskólski uczeń pierwszej klasy Technikum Rybackiego przyjeżdża na wakacje do domu swych rodziców (wcześnie opuścił dom rodzinny, no ale wtedy były inne czasy) Ojciec Darka jest kierownikiem gospodarstwa rybnego i przy wspólnym śniadaniu tak oto pięknie zwraca się  do syna:

-trzeba kochać swój zawód. To nieodzowny warunek osiągnięć w pracy

I oczywiście ma pełną rację, zresztą możemy narzekać na społeczną propagandę pojawiającą się w Żbikach, ale tak naprawdę dzisiaj mamy coś podobnego podane tylko w innej formie i pod przykrywką tzw. Nieograniczonej konsumpcji.

Ojciec i syn wybierają się nad jezioro i okazuję się iż ktoś ukradł ryby w miejscu ich karmienia. Rybacy miotają się, nie wiedzą co zrobić i jak schwytać kłusowników, ponieważ Ci nie pozostawiają żadnych śladów. W gospodarstwie rybnym rybacy hodują przepiękną rybę Amur importowaną z samego Związki Radzieckiego. Kierownik gospodarstwa postanawia przyczaić się na kłusowników w nocy, jednak jezioro jest bardzo rozległe (co pięknie przedstawił Wróblewski) i nie ma konkretnego planu. W tej samej nocy następuje kolejna kradzież radzieckich ryb i rybacy postanawiają powiadomić o tych zdarzeniach milicje. Tymczasem do Darka przyjeżdża dwu kolegów z technikum i razem z milicją próbują schwytać kłusowników, jednak bezskutecznie. Fakt ten co raz bardziej zaczyna martwic rybaków, którzy robią się agresywni i chcą skopać tyłek kierownikowi gospodarstwa za pomysł sprowadzenia tu ruskiej ryby (malutki żarcik)

Dalsze działania z miejscowymi milicjantami nie przynoszą żadnych efektów, więc Darek wpada na genialny pomysł, by poprosić o pomoc kapitana Żbika, którego już wcześniej poznał na kółku modelarskim (w tych czasach młodzież uczęszczała na różne kółka, a nie wystawała w bramach – oczywiście tylko w komiksach). Żbik rzecz jasna jak słońce zgadza się i przyjeżdża do chłopaków, by z pełnym zapałem przystąpić do rozwiązania sprawy. Na samym początku Żbik wykazuje się nieprzeciętną inteligencją, która w samej milicji była raczej rzadko spotykana i stwierdza że kradzieże dokonywane są na duża skalę i nie mogą tego robić turyści. A więc wykluczył kolegów Darka z kręgu podejrzeń he he he. Oczywiście pisząc o nie zbyt dużej inteligencji milicji, mam na myśli tych z patroli, którzy pokazywali władze na każdym kroku (buty mieli nie wygodne i mogło to z tego wynikać) Ale wracając do naszego komiksu, Żbik bada teren i wyciąga kolejne wnioski. Udaję się do pobliskiej restauracji o nazwie Agawa i tam zamawia specjalność zakładu rybę o nazwie Idela, która jest jak zapewnia kelner bardzo smaczna. Kapitan jako człowiek światowy stwierdza, że tylko ruska ryba może być tak smaczna, a później dedukuje, że Idela to część nazwy łacińskiej ryby Amur (no sam Holmes, by się tu się poskładał nie ma dwóch zdań ). Po  raz kolejny bada z rybakami teren i znajduje ślady kłusownictwa. W tym momencie akcja „nabiera tempa”  Nocą Żbik z miejscowymi milicjantami obserwują miejsce zdarzenia i chwytają kłusowników z restauracji  Agawa (A jakże!) Chłopcy natomiast za pomoc milicji mogli obserwować całą akcję z ukrycia.

Po prostu wakacje z przygodami jak mówi jeden z kolegów Darka. Myślę, ze każdy z nas będąc chłopakiem w ich wieku marzył o niesamowitych wakacjach, może nie koniecznie z milicją, bo to mogło by się różnie skończyć, ale przyjaciółmi…

Poprawność polityczna tego zeszytu jest chwilami wręcz tak nużąca, że miałem ochotę dorysować rybaków niosących transparent z napisem ruskie ryby łapy precz od naszych jezior !!!