Frey Tadeusz - Wiatr o północy •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 0
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Frey Tadeusz
  • Tytuł: Wiatr o północy
  • Wydawnictwo:
  • Seria: Druk w „Dzienniku Zachodnim” pomiędzy 13  a 24 czerwca 1958 r.
  • Rok wydania: 1958
  • Nakład:
  • Recenzent: Tomasz Kornaś
  • GAZETOWIEC


Uduszona obornikiem


Dziełko Tadeusza Freya „Wiatr o północy” Dziennik Zachodni reklamował zdecydowanie na wyrost jako powieść – było to bowiem po prostu opowiadanie kryminalne, którego treść zawarła się w dziesięciu drukowanych na łamach tej gazety odcinkach. Ale pomimo tej szczupłości utwór ten jest swoistym cymesikiem – zwłaszcza jeśli idzie o absolutnie niekonwencjonalny, absolutnie niespotykany (nawet w literaturze milicyjnej) sposób dokonania zbrodni.
Opowiadanie jest klasycznym kryminałem – mamy morderstwo na osobie młodej mężatki Reginy Wadery, mamy krąg podejrzanych, no i mamy dochodzenie prowadzone przez prokuratora Zawadę, miłośnika dawno już zapomnianych papierosów marki „Mazury”. Rzecz jest następująca – w pomieszczeniu zwanym przez autora szopą, w środku nocy czeka przyszła Regina Waderowa, bo ktoś wyznaczył jej spotkanie o północy w tym właśnie miejscu. Zostaje tam zamordowana, aczkolwiek lekarz badający zwłoki upierał się przy śmierci z przyczyn naturalnych. O morderstwie przekonany był natomiast prokurator i wziął na spytki wszystkich podejrzanych, rozpoczynając od dwóch kierowców którzy zbłądzili w rejon szopy i rozmawiali z dziewczyną próbując wycyganić od niej szklankę mleka, herbaty lub – wobec braku tych pierwszych - chociażby buziaka na rozgrzanie. Cóż, podejrzewam, że dzisiaj ta ostatnia propozycja przez Magdalenę Środę i inne niewiasty domagające się między innymi równouprawnienia płci i parytetów we wszelkich możliwych gremiach (wzorujące się na działaniach Młodzieży Wszechpolskiej która przed wojną żądała parytetów dla studentów Polaków na wyższych uczelniach) oceniona zostałaby niechybnie jako brutalne molestowanie seksualne urągające czci i godności kobiety.
Teza o morderstwie potwierdziła się dzięki orzeczeniu wydanemu przez Zakład Medycyny Sądowej. Jaka była jego treść ? Autor opowiadania tak przedstawił treść tego orzeczenia oraz sposób dokonania morderstwa: „podczas sekcji znaleziono w przewodzie pokarmowym i oddechowym drobiny nawozu. Wynikało z tego, że morderca przygniótł głowę swojej ofiary do kupy nawozu, który znajdował się w drugim końcu szopy. I w ten sposób udusił Reginę Waderę”. Morderstwo dokonane przez uduszenie poprzez wciśnięcie głowy ofiary w nawóz czyli po prostu w obornik jest zaiste jedynym w swoim rodzaju sposobem pozbycia się bliźniego.
W kręgu podejrzanych oprócz kierowców znaleźli się też: mąż ofiary, jej ojciec oraz tajemniczy Stasiek o którym wiadomo było tylko tyle, że romansował z mężatką. Romansował od dawna, jeszcze od czasów panieńskich denatki (na ślub Reginy ze Staśkiem nie pozwolił ojciec dziewczyny bo Stasiek biedny był i „nawet portek całych nie miał”). Śledztwo zostało poprowadzone szybko i sprawnie, morderca wykryty ekspresowo, tropów ślepych autor nie rozwijał.
W opowiadaniu na które składa się jedynie dziesięć odcinków fabuły finezyjnej poprowadzić się nie da, realiów epoki zbyt wielu przedstawić też nie za bardzo. Ale parę ciekawych i zabawnych nawet elementów można wyszperać. Przykładowo: co mogło być na prowincji na której działa się akcja największym nieszczęściem ? Jest taka scena opisana przez autora jak do teścia przylatuje zięć, dobija się do drzwi i krzyczy, że „stało się nieszczęście”. Teść zapytuje momentalnie: „cielak wam padł ?” Zabawnie też przedstawił autor jedną z postaci, osobnika o wysokim poczuciu własnej godności, niejakiego – jak się sam przedstawiał – „profesora Bandurskiego”. Ów samozwańczy profesor okazał się być „wykładowcą tańca salonowego” oraz „wirtuozem akordeonu” który najzwyczajniej w świecie grywał z kompanami na wiejskich weselach. Z opowiadania można było też się dowiedzieć, że przed półwieczem połowa kierowców nosiła w okresie zimowym „filcowo – skórzane buty i krótkie kożuszki”.