Bzowska-Gudmundsson Katarzyna - Kopciuszek, który zjadł wilka | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Bzowska-Gudmundsson Katarzyna - Kopciuszek, który zjadł wilka •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 1
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Bzowska-Gudmundsson Katarzyna
  • Tytuł: Kopciuszek, który zjadł wilka
  • Wydawnictwo: Prószyński i Spółka
  • Seria:
  • Rok wydania: 1998
  • Nakład:
  • Recenzent: Iza Desperak
  • Broń tej serii: Trzecia seta

zawiera także: Škvorecký Josef - Powrót porucznika Borówki


FIZJONOMIA PO KOSZCIE DRUKU OKŁADKI

"Kopciuszek, który zjadł wilka" trafił do mnie także na skutek polityki cenowo - obniżkowej księgarni wysyłkowej. Utwór jest częścią serii zapoczątkowanej przecz „Bożą podszewkę”, a zatytułowanej „proza współczesna” i konia z rzędem temu, kto odkryje dlaczego. Autorka, Katarzyna Bzowska - Gudmundsson, mieszka(ła), jak głosi informacja na okładce, w Reykjaviku i początkowo stworzyła scenariusz, którego wersję książkową omawiam. Rzecz dzieje się na Islandii, bohaterami obok potomków Wikingów są przybysze z Polski, ich mieszane potomstwo, rodowici Islandczycy oraz trolle. Jest też siostrzyczka, która przybywa by poszukiwać śladów zaginionego na wyspie gejzerów brata, polskiego muzyka i reżysera teatralnego. Sztuka, którą reżyserował, została zjechana okrutnie przez Bjarniego, lokalnego dziennikarza. Czy to wystarczajmy powód by zniknąć? A może przyczyną są wyjątkowo nieprzyjemne zwyczaje imprezowe miejscowych, obejmujące wywiezienie łódką na bezludną wysepkę i pozostawienie tam rozebranego do naga delikwenta?
Początkowo trudno zaliczyć omawiane dzieło do jakiegokolwiek gatunku, co nieco wskazuje na powieść obyczajową, inne wątki sugerują fantastykę, a przynajmniej political fiction w rodzaju „Żony prezydenta” Chwina. Jednak nic nie ostrzega czytelnika przed finałem, który okazuje się szpiegowsko - agenturalny w każdym calu. Gdzieś tam na początku wspomniane są akta Stasi, ale co tam, nie takie akta u nas codziennie się przywołuje. Nawet podróż Bjarniego do Polski, gdzie odkrywa sam o tym nie wiedząc kompromitujące fakty z przeszłości obecnych gwiazd politycznego firmamentu, pozostawia czytelnika niepewności interpretacyjne. Nie zdradzę zbyt wiele ewentualnym zainteresowanym lekturą, jeśli ujawnię oprócz zaginionego do grona nieboszczyków dołącza tenże Bjarni, a kobieta bynajmniej nie jest siostrą zaginionego, a nawet nie posługuje się prawidłową polszczyzną. To tyle, dalej sobie doczytajcie.
Oczywiście, piszę o tych dwóch książkach nie tylko dlatego, że artystycznie to niebo i ziemia. Są siostrzyczki, agenci i przeszłość, która nie ma wyjść na jaw. Są cudzoziemcy, dla których akta Stasi czy opowieści politycznego uchodźcy to czeskie historie, czyli coś takiego jak czeski film albo nawet czeski błąd. W dodatku w gąszczu detektywistycznej zagadki, czy to wśród islandzkich gejzerów, czy w kanadyjskim upale, poradzi sobie tylko ktoś, kto na peerelowskiej, czechosłowackiej czy enerdowskiej rzeczywistości zęby zjadł. Na przykład wschodnioeuropejski czytelnik.


Niektórzy twierdzą, że czasy ciężkie nastały, sądzę jednak, że problematyki lustracyjnej pomijać nam nie wolno - za chwilę i nas zapytają, co robiliśmy w piaskownicy. „Kiedy przyjdą podpalić dom to się nie zdziw” .

Nie można się dziś zgodzić na zakłamywanie historii literatury i pomijanie w od - twórczości klubu MORD zjawiska dotąd cenzurowanego i poddawanego swoistemu środowiskowemu tabu. Mam na myśli kryminał szpiegowsko - wywiadowczy, którego tematem jest działalność służb. Dla zobrazowania tegoż zjawiska nie zniżę się do analiz tak popularnych dzieł jak w „w szpiegowskim tyglu” lub „ w sieci wywiadów” (oba popełnione przez Henryka Piecucha – przyp. Prezesa). By zaprezentować skalę zjawiska, scharakteryzuję je od maksimum do minimum, czyli od szczytu kryminału szpiegowskiego do jego impotentnego dna.
Szczytem szczytów w dziedzinie kryminału szpiegowskiego jest oczywiście „Powrót porucznika Borówki” autorstwa jednego z najwybitniejszych pisarzy europejskich, Josefa Škvoreckiego. Autor „Lwiątka”, „Tchórzy” oraz „Batalionu czołgów” popełnił też inkryminowane dzieło, nie bez znaczenia, że na emigracji w Kanadzie. Temat trywialny i przaśny, odniesienia chandlerowskie proste jak strzelił. Zabito siostrzyczkę a braciszek w towarzystwie narzeczonej - detektywki rozwiązuje. Wybaczcie, że nie rozwinę tu wątków genderowych odwrócenia typowych ról płciowych w detektywistycznej grze. Na swoją obronę mam jednak argument, że jeśli chodzi o spożywanie chandlerowskich trunków z detektywistycznej szuflady, bo brat i detektywka idą łeb w łeb.
„Powrót...” posiadłam na skutek decyzji wydawcy czy też dystrybutora, który spuszczał go w sprzedaży wysyłkowej po cenie kosztów druku okładki. Z tego powodu dokonałam zakupu w hurcie i obdarzyłam owym niezaprzeczalnym arcydziełem parę osób. Jednak nie cena była powodem owej zmasowanej akcji propagandowej - ministrze Orzechowski obawiam się, że wśród obdarowanych byli ducha winni uczniowie! - lecz niewątpliwy artyzm. „Powrót…” czytać można wiele razy na wiele sposobów, od komedii do tragedii, lecz wnikliwsze analizy nie pozostawiają wątpliwości - to szczyt szczytów kryminału szpiegowskiego!
Fabuła jest dość skomplikowana, nawet uważny czytelnik w pierwszym czytaniu niekoniecznie skuma wszystkie komplikacje. W skrócie: siostrzyczkę zastrzelono, braciszek szlocha, ale postanawia znaleźć zabójcę. Z pomocą narzeczonej, oraz tajemniczego Borówki, byłego obywatela czeskiego, który w Kanadzie pracuje jako cieć na parkingu, a w przeszłości zajmował się podobno tropieniem kryminalistów…
No właśnie, podobno. Narratorowi, czyli braciszkowi, trudno zrozumieć owo bractwo imigrantów z Europy Wschodniej opowiadających niestworzone historie. A to detektyw, który ochraniał porwanie samolotu, a to tancereczka zakopana w podziemiach instytucji partyjnej, a to znów lekarz, co to nie mógł kupić mleka dla dziecka, a przecież w tym czasie nasi turyści bez problemów kupowali w Pradze whisky! Te niezborności czesko - kanadyjskie są creme de la creme tej ksiązki, ale wracajmy do naszej nieboszczki. A właściwie może nieboski niedoszłej, bo siostrzyczkę zastrzelono w mieszkaniu pewnej mieszkanki Kanady przybyłej z Czechosłowacji, i wszystko wskazuje, że to na tę drugą polowano. W dodatku śledztwo prowadzi do ogromnej ilości podejrzanych. To nie tylko podejrzani wielbiciele siostrzyczki. Ale i potencjalni wrogowie Czeszki, której tatę zabrało kiedyś tam gestapo, a mamusia zachowała odcisk palca zachowany na kryształowej szybie biblioteczki rewidującego mieszkanie gestapowca.
Kandydatów na morderców jest przynajmniej trzech, wszyscy charakteryzują się podobieństwem fizjonomii i wschodnio-europejską przeszłością. Bez byłego porucznika Borówki ani braciszek, ani jego detektywistyczna dziewczyna nie rozwikłaliby nie tylko zagadki, ale nawet ról, które tamci w innym świecie i innym życiu odegrali. No i bez odcisku palca, który najpierw znika wraz z torebką właścicielki w niezwykłej obrotowej restauracji w Toronto, potem pada ofiarą podmiany podczas tajemniczego napadu. Ale i to odkrył właśnie Borówka.
O szczycie już było, czas sięgnąć dna.

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.