Zygmunt Zeydler Zborowski - "Za dużo kobiet" - Seria z Warszawą | Wydawnictwa klubowe
Zygmunt Zeydler Zborowski - "Za dużo kobiet" - Seria z Warszawą

Edmund Śliwiński robił wrażenie człowieka, który cieszy się dobrym zdrowiem i znakomitym apetytem. Średniego wzrostu, okrągłych kształtów, toczył się na krótkich nogach niczym kula bilardowa. Owalna, rumiana twarz tryskała pogodą ducha oraz skłonnością do obfitych posiłków. „Ten nie wygląda na mordercę” – pomyślał Kozera. – „Chociaż pozory często mylą”. – Przyjemnie tu, u pana porucznika – powiedział z uśmiechem krojczy. – Tak zacisznie, ładny widok z okna, dużo zieleni. I nie tak duszno. Bo dzisiaj cieplutki dzień. Kozera nie był nastawiony na towarzyską pogawędkę. – Pewnie pan wie w jakiej sprawie zaprosiłem pana do nas, panie Śliwiński. Grubas poprawił się na krześle i wydął pełne, czerwone wargi. – Domyślam się, że chodzi o Bednarskiego. – Właśnie. Chciałbym, żeby mi pan powiedział jakim człowiekiem był Bednarski. – Nie mówi się źle o zmarłych, panie poruczniku. – To prawda – przyznał Kozera. – W danym wypadku musimy jednak odstąpić od tej zasady. No więc... co mi pan powie o Bednarskim? – To był kawał drania, świnia. – A dlaczego pan tak ujemnie wyraża się o zmarłym koledze? Czy ma pan po temu jakieś powody? Śliwiński położył na biurku duże, muskularne dłonie, które w rażący sposób kontrastowały z całym korpusem. – No chyba, że mam powód. Tak na wiatr nie gadałbym przecież byle czego. – Może by mi pan to jakoś szerzej wyjaśnił – zaproponował Kozera. – No cóż... Właściwie mogę powiedzieć. Nie muszę robić z tego tajemnicy. – Więc słucham. Czymże się tak naraził panu Bednarski? Krojczy odetchnął głębiej i zdjął dłonie z biurka, jakby doszedł do przekonania, że to nie jest dla nich odpowiednie miejsce. – Bednarski napisał na mnie anonim. – Jeżeli to był anonim, to skąd pan wie kto go napisał? – Porównaliśmy w pracowni pismo wszystkich pracowników. Bez trudu można było poznać, że to Bednarski napisał. Zresztą w końcu się przyznał. – I cóż takiego było w tym anonimie? – Ano było to, że ja podłapuję robotę spółdzielni i klientom prywatnie szyję u siebie. – Ale to nieprawda. – Chyba że nie prawda. Czy ja wyglądam, panie poruczniku na takiego kanciarza? – Ależ skąd – zaprzeczył uprzejmie Kozera. – To rzeczywiście Bednarski jakoś nieładnie się zachował. – Po świńsku. Jak zwyczajna świnia. Nie mówi się źle o umarłych, ale... – Skąd mu to przyszło do głowy? – spytał Kozera. – Czy rzeczywiście pan żadnej roboty nie brał do domu? Tak prywatnie? – Raz się zdarzyło, że uszyłem spodnie mojemu siostrzeńcowi. Ale to przecież żadne przestępstwo. Chłopakowi potrzebne były spodnie, to chciałem mu zrobić prezent na imieniny. – A jak to było z tymi nożycami? – spytał nagle Kozera. – Z jakimi nożycami? – w głosie krojczego wyczuwało się pewien niepokój. – No, z tymi, które zginęły w pracowni. – Ach, to o tym pan mówi. Faktycznie nożyce zginęły. – Co się mogło z nimi stać? – Nie mam pojęcia. – Ktoś sobie przywłaszczył? – Na to wychodzi. Sam zachodzę w głowę, kto mógł zabrać te nożyce.
LINK Recenzja

Powieść ta stanowi ewenement w naszej działalności wydawniczej, występuje bowiem w dwóch wersjach okładkowych: obscenicznej i ocenzurowanej. Wersja obsceniczna, choć zdecydowanie seksistowska i w złym guście, podoba się panom, natomiast wersja ocenzurowana prezentuje poziom, do jakiego przyzwyczaił nas nasz grafik i już na pierwszy rzut oka widać, że mamy do czynienia z kryminałem, a nie z "różową serią". AL

 

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.