Żołnierowicz Tadeusz - Pająk rozpina sieci | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Żołnierowicz Tadeusz - Pająk rozpina sieci •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 4
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Żołnierowicz Tadeusz
  • Tytuł: Pająk rozpina sieci
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Ewa wzywa 07
  • Zeszyt nr 97
  • Rok wydania: 1978
  • Nakład: 100000
  • Recenzent: Grzegorz Cielecki


Czarna walizka, pieniądze z GS i garnitur łódzkiej produkcji

Zawiodłem się na powieści Tadeusza Żołnierowicza. Bardzo się zawiodłem. Sprawia wrażenie pisanej na kolanie w ciągu kilku dni. Niechlujnie i bez pomysłu Pamiętam, jak przez mgłę, że kiedyś czytałem już coś tego autora. Zapewne był to kryminał w serii Labirynt „Ktoś musi zginąć”. Na okładce była twarz oświetlona snopem światła z latarki. Tak to się przynajmniej kołacze w mojej pamięci.

„Pająk rozpina sieci” został wydany jako 97 Ewa. Symboliczny tytuł nijak jednak nie przekłada się na dosłowno-siermiężną treść utworu. Na okładce widnieje czarna walizka. Nie mylić z czarnymi teczkami, w których znajdują się zawsze tajne i nigdy nie upubliczniane dokumenty lub z czarnymi teczkami, które zwykle ojcowie rodzin mają na delegacjach. To w tej czarnej teczce kierownik jednego ze sklepów Gminnej Spółdzielni czyli GS pod Wrocławiem transportował wielodniowy utarg skradziony z podległej mu placówki.

Akcja powieści toczy się we Wrocławiu i małych miejscowościach wokół niego. Nie jest to jednak istotne, gdyż nie poznajemy żadnych szczegółów architektury, ani nawet klimatu odwiedzanych miejsc. Są jedynie urzędniczo odnotowywane nazwy.

Punktem. wyjścia może być zdanie: ”Kierownik Albin Grocholski zagarnął na szkodę GS gotówkę w wysokości stu pięćdziesięciu tysięcy złotych”. Wkrótce po tym wydarzeniu Grocholski zostaje znaleziony martwy w lesie (uderzenie tępym narzędziem w głowę), a walizka już bez pieniędzy porzucona w zupełnie innym miejscu.

W pierwszym momencie oficerom śledczym brakuje punktu zaczepienia. Dokąd i po co uciekł Grocholski pozostawiając żonę? Wkrótce okazuje się, że kluczem do zagadki, podobnie zresztą jak w wielu kryminałach milicyjnych, jest przeszłość. Tym razem chodzi o trzech kumpli, którzy kiedyś wspólnie siedzieli. To właśnie jeden z dawnych kamratów wykorzystuje Grocholskiego, a następnie sam chce zagarnąć cały łup. Nie przewiduje, że wrocławska i podwrocławska milicja to chłopy nie w ciemię bici. Sprawca zostaje szybko namierzony i złapany, mimo że pozoruje utopienie w odmętach Odry. Intryga prostacka, bez żadnych pułapek i zwrotów akcji. Równie kiepski rys obyczajowy. Przestępcy żyją w jałowych związkach, pędząc nudny żywot u bok niekochanych żon. Dzieci nie mają. Cóż , widać takie musi być życie przestępcy. Obraz godny pogardy, a i przestrzega przed wybieraniem tej drogi w życiu.

Zawsze jednak jakieś smaczki można wybrać. Tak więc, już w latach siedemdziesiątych znana była metoda polewania wniesionej nielegalnie do lokalu wódki jako zaprawiacza do trunków oficjalnie nabytych.

” – Kolego, po jednym – zapraszali nalewając do piwa wódkę z butelki ukrytej pod kurtką”. Trunek tego typu bywa nazywany fikołkiem lub messersmitem lub u-bootem. Swoją drogą nie wiem skąd tak duża skłonność do niemieckich militariów. Ostatnio coraz częściej spotykam na ulicach Warszawy dziewczyny, których kapelusze bardziej przypominają kształtem hełmy wermachtu niż kielichy konwalii.

Czasem nawet milicjant może zdziwić się postawą mężczyzny: „Porucznik uśmiechnął się lekko. Czyżby aż tak go wytresowała? Znał  mężczyzn potulnych na co dzień  - i rozrabiających z dala od domu”.

Papierosami występującymi w tej powieści są słynne ongiś, obecnie chyba nie produkowane już sporty. Mam do tej marki osobisty stosunek. To właśnie sporty paliłem jako dziecię w drugiej klasie szkoły powszechnej. Nabywałem je wraz z kolegą Markiem Roleckim albo ze Zdzichem Kotem. Paliliśmy na dachu budynku, w którym znajdował się sklep lub też za szopą w obejściu gospodarstwa należącego do rodziny państwa Roleckich. Wszystko to działo się w roku 1978 czyli współcześnie do „Pająka” we wsi Czernice w Pilskiem.

W powieści Żołnierowicza zwróciłem jeszcze uwagę na dwie scenki lokalowe:

„-Będzie również jakaś zakąska?

Grabowski jakby się ocknął.

-Nie. Dziękuję

-Ale tak trzeba – kelnerka teraz sobie dopiero przypomniała zarządzenia dotyczące podawania wódki.

Machnął w odpowiedzi ręką.

-         Śledź w śmietanie.

-         Brak.

-         No to w oleju

-         Nie ma śledzi w ogóle

-         A co jest?

-         Ser

-         Więc pani da ser – zniecierpliwił się.

Druga sytuacja ma miejsce w innym lokalu. Narrator wykazuje się tutaj silnym zmysłem obserwacji. „Z krzesła podniosła się leniwie kelnerka nadmiernie rozrośnięta w biodrach”.

Możemy się także dowiedzieć jak miał na imię Próchnik. „Były to wełniane nici pochodzące z garnituru zielonkawej barwy. Taką odzież produkowano w zakładach im. Adama Próchnika w Łodzi.” (To informacja dla aspiranta Klubowicza Kociołka, który zasiedla obecnie przytulny lokal właśnie na ulicy Próchnika. Z tym, że w Warszawie oczywiście, a nie w Łodzi. Korzystając z okazji pragnę aspirantowi przypomnieć, że nadal czekam na zaproszenie do udziału w konsumpcji trzylitrowego wina spoczywającego cały czas, jak mniemam, w barku rzeczonego lokalu).

 
 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.