Zeydler-Zborowski Zygmunt jako Tomasz Helner - Komisarz Bonetti szuka Magdaleny | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Zeydler-Zborowski Zygmunt jako Tomasz Helner - Komisarz Bonetti szuka Magdaleny •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 0
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Zeydler-Zborowski Zygmunt jako Tomasz Helner
  • Tytuł: Komisarz Bonetti szuka Magdaleny
  • Wydawnictwo: Iskry
  • Seria: Klub Srebrnego Klucza
  • Rok wydania: 1968
  • Nakład:
  • Recenzent: Ewa Helleńska


GDZIE  JEST  MAGDALENA?

Włochy to kraj, który często pojawia się w twórczości Zygmunta Zeydler-Zborowskiego, wystarczy wymienić „Alicję nr 3” lub powieść „Major Downar przechodzi na emeryturę”.  Nie wszyscy zapewne wiedzą, że jeden ze swych „włoskich” kryminałów autor ten napisał pod pseudonimem Tomasz Helner, a kryminał ten nosi tytuł „Komisarz Bonetti szuka Magdaleny”.

Lata sześćdziesiąte minionego stulecia.  Polak, Stefan Wolski, przebywa na stypendium w Neapolu i jego pobyt we Włoszech właśnie się kończy.  Stefan postanawia spędzić ostatnie dni w tym kraju w towarzystwie swej niedawno poślubionej małżonki, pięknej Magdaleny. Pani Magda przybywa z Warszawy do Rzymu i z przerażeniem stwierdza, że na dworcu nie ma Stefana, który miał tu na nią czekać. Bohaterka nie bardzo wie, co ma robić i straciwszy głowę przyjmuje obietnicę pomocy ze strony przypadkowo poznanego szwajcarskiego małżeństwa. Wkrótce okazuje się, że Magdalena wpadła w ręce gangsterów, gdyż jest łudząco podobna do niejakiej Ingrid, z którą gangsterzy mają jakieś chwilowo niesprecyzowanie porachunki.  Ciemne typy orientują się w pomyłce, ale boją się wypuścić Magdę na wolność, aby piękna Polka nie wygadała się i nie naprowadziła policji na bandziorów.  Pan Stefan natomiast spóźnił się na rzymski dworzec, gdyż jego gospodyni zbyt późno przekazała mu depeszę od żony, informującą o terminie przyjazdu.  Zrozpaczony małżonek powiadamia policję o zaginięciu żony, jednocześnie prowadzi poszukiwania na własną rękę.  Trup ściele się gęsto, akcja gmatwa się niesłychanie, ale – jak łatwo zgadnąć -  wszystko dobrze się kończy. Nie opowiadam akcji szczegółowo, bo może ktoś nie czytał jeszcze książki, a zechce ją przeczytać.

Nie jest to, moim zdaniem, najlepszy kryminał Zborowskiego; zdecydowanie wolę jego powieści, których akcja toczy się w polskich realiach.   Być może w czasach, gdy powieść ukazała się, robiła na czytelnikach lepsze wrażenie. Porwania, handel narkotykami czy walki między gangsterami były dla Polaków czymś egzotycznym, wręcz nierealnym. Obecnie nierealne stały się inne fakty z książki, myślę tu o realiach ówczesnego życia, które teraz  są dla młodych ludzi dziwne i nieprawdopodobne.  Wyjazd Magdaleny do Włoch to cała wyprawa.  Zdobycie paszportu i wizy zajęło bohaterce sporo czasu, wyjazdy za granicę nie były dla Polaków czymś normalnym i zwykłym.  Dzisiaj przed wyjazdem do innego kraju idziemy do kantoru i wymieniamy dowolną kwotę pieniędzy, w czasach komuny nasi rodacy wyjeżdżali z kilkoma dolarami w kieszeni, które oczywiście nie wystarczały na nic.  I tak było!  Pamiętam swój pierwszy wyjazd na tak zwany zachód, konkretnie do Wielkiej Brytanii,  w czasach środkowego Gierka – dostałam na drogę równowartość 10 dolarów, było to wówczas cztery funty z groszami.  W podobnej sytuacji znalazła się i Magdalena. Co innego jednak budzi moją wątpliwość.  Z książki wynika, że Stefan jest z wykształcenia ekonomistą.  Trudno mi uwierzyć, że człowiek taki mógł z PRL wyjechać na  stypendium zagraniczne!  Były to przecież czasy, gdy w Polsce i innych kadeelach (czytaj: krajach demokracji ludowej)  mówiło się o wyższości ekonomii socjalizmu nad ekonomią kapitalizmu.  Nie obawiano się, że Stefan przesiąknie we Włoszech niewłaściwą ideologią?  Gdyby jeszcze Stefan był historykiem sztuki czy filologiem....  Ale ekonomista socjalistyczny na stażu w kapitalistycznej Italii?  Trudno uwierzyć.  

Pan Wolski nie powitał żony na rzymskim dworcu, gdyż gospodyni zapomniała oddać mu depeszę od Magdaleny.  Dzisiaj mało kto wysyła telegramy.  Trzydzieści lat temu nie było jeszcze telefonów komórkowych, esemesów czy poczty elektronicznej.  Gdyby istniały, Magdalena na pewno nie dowiedziałaby się o tym, że ma sobowtóra i nie zetknęłaby się z gangsterami, no i nie byłoby pretekstu do napisania książki.       

A osobom, które chciałyby zająć się przemytem, mogę polecić tę książkę.  Może nie wszyscy wpadliby na proponowany tu sposób przemycania narkotyków.  Nie, nie powiem, o co chodzi. Sami przeczytajcie.
 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.