Wojt Albert - Szmaragdowy krucyfiks | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Wojt Albert - Szmaragdowy krucyfiks •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 2
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Wojt Albert
  • Tytuł: Szmaragdowy krucyfiks
  • Wydawnictwo: MON
  • Seria: seria Labirynt
  • Rok wydania: 1986
  • Nakład: 240280
  • Recenzent: Tomasz Kornaś


Trzy kufle piwa, ćwiartka wódki i jakaś sałatka w charakterze zakąski

Biorąc do ręki kolejny kryminał Wojta miałem obawę, że po raz kolejny tłem książki będą przygody myśliwych – defraudantów i agentów (jak w przypadku kryminałów „U >>Huberta<<” i „Droga bez powrotu”). Ale nie ! Tym razem o myśliwych ani słowa. Osią powieści są poszukiwania drogocennego krucyfiksu z XVI wieku. Jest wart olbrzymie pieniądze i jest paru kandydatów na jego posiadaczy. Problem tkwi w tym, że nikt nie wie gdzie ukryto owe cudo. Osoba która miała ten krucyfiks nagle zmarła i nie zostawiła żadnych informacji o miejscu jego ukrycia.

Akcja poprowadzona została przez autora nieco chaotycznie. Wprowadził on do powieści zbyt wiele osób,  rozwinął szereg pobocznych wątków. Może  celem takiego zabiegu było wyciągnięcie większego honorarium od wydawcy  (MON), który – co możliwe – płacił proporcjonalnie do objętości tekstu ? Tego się nie dowiem; mniejsza z tym zresztą. Akcja rozpoczyna się w USA, zaraz potem przenosi się do PRL, gdzie rozgrywa się prawie wyłącznie pomiędzy Warszawą a Rytrem (miejscowość w Beskidzie Sądeckim). Jednym z głównych bohaterów jest niejaki Jonathan Dembinsky, polskiego pochodzenia prywatny detektyw z USA, który przybywa do PRL szukać krucyfiksu. Zwraca uwagę jego (a raczej Wojta) zamiłowanie do kostek gumy żucia. Używał ich nieustannie: „do ust wsunął kostkę gumy do żucia” (str. 94), „odruchowo wsunął do ust kostkę gumy do żucia” (str. 114), „odruchowo sięgnął po kostkę gumy do żucia” (str. 213).

Lektura „Szmaragdowego krucyfiksu” była dla niżej podpisanego lekturą nieledwie sentymentalną. Oto bowiem okazało się, że pan Wojt uwiecznił dla potomności kultową  - jak to się dzisiaj mówi – knajpę czyli „Zajazd Ryterski”. Parę słów wyjaśnienia. Otóż „Zajazd Ryterski” był przecudną, wielką knajpą w stylu lat 70 – tych, z typową dla tego rodzaju przybytków klientelą. Po wielokroć podczas pieszych wędrówek po Beskidach „Zajazd” był na końcu mojej (i moich znajomych) trasy. Ten przybytek to była wielka sala, wielki bar, drewniane stoliki z ceratą, tęga pani bufetowa. Przecudnie ! A oto „Zajazd” widziany oczami Wojta: „Jeszcze kilka minut i znaleźli się w Zajeździe Ryterskim, stojącym nad samym Popradem. W sporej, w miarę widnej i przestronnej sali nie było jeszcze zbyt wielu gości” (str. 68). Drugi fragment zawiera  szczegóły odnośnie preferowanego przez bywalców napoju: „Jonathan zaparkował obok jakiejś starej, zdezelowanej syrenki i zapraszającym gestem wskazał Ance restaurację (...). W sporej sali siedziało zaledwie kilka osób. Nie rozbierając się zajęli miejsce przy pierwszym z brzegu stoliku i cierpliwie czekali na kelnerkę. Zjawiła się nadspodziewanie szybko, a kwadrans później przyniosła zamówione trzy kufle piwa, ćwiartkę wódki i jakąś sałatkę w charakterze zakąski (...) Dolał do dwóch kufli wódki i z tak doprawionym piwem ruszył do jednego z sąsiednich stolików”.

Bardzo prawdopodobne, że lektura „Szmaragdowego krucyfiksu” dodała nowy punkt do moich planów urlopowych. W Rytrze nie byłem parę lat, więc wypada sprawdzić czy „Zajazd” wciąż tam stoi. A jak się okaże, że stoi to chyba wypada wpaść na chwilę i zobaczyć co teraz tam serwują.  To może być idealne miejsce na wyjazdową imprezę Klubu MORD !

Wracając po książki - tytułowy szmaragd oczywiście udało się odnaleźć, chociaż – zgodnie z regułami gatunku – nie obyło się bez kilku trupów. Zagadkę rozwiązali znani z poprzednich powieści Wojta dzielni funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa – Zanejko, Grzelak i Mazurek.
 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.