Toster Lena - Krzesełka lorda Blotton | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Toster Lena - Krzesełka lorda Blotton •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 1
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Toster Lena
  • Tytuł: Krzesełka lorda Blotton
  • Wydawnictwo: KAW
  • Seria: Czerwona Okładka
  • Rok wydania: 1976
  • Nakład:
  • Recenzent: Anna Lewandowska
  • Recenzja: 91/2009


Wszystko przez Gombrowicza

"Krzesełka lorda Blotton" to z pewnością jeden z najlepszych, a jednocześnie najbardziej nietypowych "milicyjniaków". Przede wszystkim nietypowy jest autor - ukrywający się pod pseudonimem Lena Toster niedawno zmarły Andrzej Hausbrandt, teatrolog, dziennikarz i popularyzator teatru. Jest to jedyna w jego dorobku powieść kryminalna, a akcję, rzecz jasna, umieścił w teatrze.
Nietypowość książki polega również na tym, że od początku niemal wszystko wiemy - znacznie więcej niż bohaterowie - a reszty bez trudu się domyślamy. Już na pierwszych stronach autor informuje nas, że przygotowywany jest nowy kanał przerzutowy dla narkotyków - z Dalekiego Wschodu do Europy Zachodniej. Jako miejsce przeładunku wybrano Polskę, kraj trochę na uboczu szlaków turystycznych, a więc najmniej podejrzany. Poza tym Polacy, spragnieni dewiz, pójdą na każdy przekręt, by je zdobyć. Oczywiście przestępcy nacięli się okrutnie, bo choć nasi rodacy rzeczywiście modlili się do dolara, to jednak polska specyfika sprawiła, że pomieszali szyki zagranicznym przestępcom przyzwyczajonym do systematycznej, solidnie zorganizowanej pracy (pisał już o tym ZZZ w "Bardzo dobrym fachowcu").
Początki przemytnicy mieli dobre - rzeczywiście udało im się zwerbować godnych zaufania ludzi. Niektórzy przystali z własnej woli, wiedząc, na co się godzą, innych zwabili podstępem - zręcznie podsunięta pożyczka, pomoc w rozwoju zakładu rzemieślniczego, czy wreszcie atrakcyjny kochanek, podsunięty na wabia naiwnej dziewczynie.
Jednym z miejsc, w których następował przeładunek, był Teatr Otwarty. Niezwykły ten przybytek sztuki został niedawno wyremontowany, na widowni zainstalowano nowe krzesełka na metalowych stelażach. Krzesełka te wprawdzie się nie zamykały, co utrudniało nieco publiczności poruszanie się, ale za to można je było łatwo wyjmować, ustawiać w dowolnych konfiguracjach, a nawet zmieniać numery. Okazało się, że miały walor praktyczny dla przemytników, a dla publiczności walor artystyczny, gdyż zainspirowały światowej sławy reżysera, niejakiego Poraya, do nowatorskiej inscenizacji "Operetki" Gombrowicza.
Jest jeszcze jeden powód, z jakiego "Krzesełka lorda Blotton" są powieścią nietypową - otóż śledztwo prowadzi tu starsza pani, bileterka teatralna. Pani Aura, wdowa po mecenasie Twardo-Krzyskim, z zawodu, wykształcenia i zamiłowania chiromantka, sprzedając w kasie bilety widziała głównie ręce, czyli to, co znała najlepiej. Szybko zorientowała się, że pewne osoby wykupują bilety na określone dni i określone miejsca. Zależy im na tych miejscach do tego stopnia, że gdy są już zajęte, usiłują nawet interweniować przez kasy SPATiF-u. Wiedziona ciekawością, pani Aura rozszerzyła pole obserwacji również na salę teatralną i zauważyła, że miejsca, o które tak walczono, często są zajęte tylko do przerwy, a potem zieją pustką. Zauważyła też, że bez względu na to, kto kupował bilety, miejsca najczęściej zajmują młode kobiety w długich sukniach i z dużymi, modnymi torbami. Drzemiąca w pani Aurze żyłka detektywistyczna kazała jej sporządzić plan widowni na własny użytek i zaznaczać na nim miejsca budzące podejrzenia. Wielkie było jej zdumienie, gdy jeden z przyjaciół jej zmarłego męża zauważył, że porusza się po widowni krokiem konika szachowego. Idąc dalej tym tropem była w stanie przewidzieć, które miejsca będą w najbliższym czasie cieszyły się największym wzięciem. Nie wszczynała jednak alarmu, poprzestając na obserwacji, ponieważ w żaden sposób nie potrafiła się domyślić, o co chodzi w tej sprawie.
I pewnie przestępcy do dzisiaj korzystaliby z gościnnych murów Teatru Otwartego, gdyby nie reżyser Poray i jego inscenizacja "Operetki". Popsuł przestępcom szyki, zmusił do zwinięcia interesu. Oczywiście nie obyło się bez ofiar, doliczyłam się pięciu trupów. Był też emocjonujący pościg za przestępcami, co pozwoliło milicjantom wykazać się inwencją i w nowatorski sposób wykorzystać pegieerowskie siano.
Książka naprawdę warta jest przeczytania - wartka akcja z akcentami humorystycznymi, sporo obrazków obyczajowych, a dla lubiących melodramaty wątek miłosny.
 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.