Safjan Zbigniew - Wiosna przychodzi jesienią | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Safjan Zbigniew - Wiosna przychodzi jesienią •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 0
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Safjan Zbigniew
  • Tytuł: Wiosna przychodzi jesienią
  • Wydawnictwo: Czytelnik
  • Seria:
  • Rok wydania: 1955
  • Nakład: 7176
  • Recenzent: Waldemar Szatanek
  • Recenzja: 80/2010

Nie matura lecz chęć szczera...

Borzęcin - fikcyjne, senne nie duże miasteczko gdzieś na ścianie wschodniej. Akcja powieści dzieje się tuż po wojnie. Miejscowy robotniczy aktyw szykuje się do wyborów i realizacji planu trzy-letniego. Trwa walka z reakcyjnym elementem, faszystowskimi bandami „z lasu” oraz polityczna z PSL-em oraz nawet miedzy PPR a PPS. Nie jest łatwo, wszystkiego brakuje, miasto zburzone a wróg oraz sabotażyści kryją się wszędzie nawet we własnych szeregach.
Ale nie uprzedzajmy faktów.
Od początku towarzyszymy prokuratorowi Tarkitowi który prowadzi śledztwo przeciw Eugeniuszowi Kwiatkowi określanemu mianem zdrajcy, kolaboranta. Kwiatek był   przed wojną i w czasie okupacji największym kapitalistą w miasteczku. Wprawdzie zniknął on wraz z nadejściem Armii Czerwonej ale zostawił po sobie spory majątek, który nowe  władze chce zagospodarować. I chyba do tego im to śledztwo potrzebne. Bo właściwie do czego więcej skoro Kwiatek zniknął i jak fama ludowa głosi jest obecnie na zachodzie Europy.
Śledztwo ciągnie się jednak opieszale, brak jasnych dowodów. Duża grupa mieszkańców szczególnie miejscowej inteligencji, broni Kwiatka wskazując na ważna role jaką pełnił w miasteczku.  Zresztą  Tarkita do samej roboty prokuratorskiej również nie czuje wielkiego powołania. Uważa się za stworzonego do ważniejszej, politycznej roboty a został pozostawiony przez Partie na tym stanowisku mimo iż nie skończył studiów prawniczych tylko odbył krótkie przeszkolenie. Ale ten syn krawcowej z borzęcińskiego rynku był zasłużonym jeszcze przed wojną towarzyszem a w czasie okupacji partyzantem AL.
Senną atmosferę śledztwa i miasteczka ożywia morderstwo inżyniera Grędy który opracowywał plany odbudowy Borzęcina. I choć od początku zabójstwo oceniane jest jako polityczne,  to na ustalenie prawdziwe przyczyn będziemy musieli poczekać do końca książki.
Walka nowego ze starym trwa zaś na wielu frontach. W lesie karabinem miedzy UB i NSZ i polityczna miedzy PSL a PPR. Najważniejsza walką jaką obserwujemy rozgrywa się w głowach i duszach mieszkańców Borzęcina.
Poznajemy ich dużą  ilość, cześć to współpracownicy Tarkita, cześć to osoby z którymi spotyka się on podczas przesłuchań. Sporo osób z poharatanymi życiorysami którzy nie wiedza jak żyć w nowym świecie. Dużo młodzieży która nie ma takich wątpliwości i niewielka ilość takiej młodzieży która knuje, szkodzi a nawet posuwa się do morderstw.
Bo morderstw mamy jeszcze kilka oraz najważniejsze które ma się odbyć czyli zamach na prokuratora Tarkita ale nie dochodzi do skutku bo jedna z młodych dochodzi do wniosku że zbłądziła i powiadamia odpowiednie organa i one w porę zapobiegają zbrodni.
W ogóle to organa są bardzo sprawne i mimo iż przez większość książki szef miejscowego UB kpt. Sokolicz jest w sanatorium, to wraca na czas by zdarzyć aresztować wszystkich podejrzanych. I co ważne wyciągnąć rękę do tych którzy zbłądzili ale w porę się opamiętali i sami przyszli współpracować.
Książkę czyta się przyjemnie i tylko kila uwag chodziło mi po głowie podczas lektury. Np. ciekawi mnie dlaczego  nie ujęto głównego złego czyli Eugeniusza Kwiatka i to mimo iż wydawało się że jest on już na widelcu.
Drugą ciekawostką jest dla mnie sposób napisania tej książki , sposób opisywania bohaterów. Tak jakby nie istniała cenzura w Polsce w tamtych latach  (a książka z 1955 roku) chyba tylko odwilżą można sobie to tłumaczyć. Władze komunistyczne są pokazane jako dość słabe, beztroskie a często nawet bezduszne i zupełnie nie radzące sobie z odbudową Polski. Ludzie władzy zaś jako typowi prości aparatczycy z awansu.
Na ich tle zaś pokazana jest jak zwykle rozchwiana polska inteligencja. Źli niby są źli ale nie wiemy do końca dlaczego, słyszymy zaś dużo haseł ich usprawiedliwiających typu że nie mieli po ujawnieniu co ze sobą zrobić bo Akowców nikt nie chce, wiec musieli wracać do lasu itp.
Właściwie tylko siły bezpieczeństwa spełniają swoje role prawidłowo, tyle tylko że ich udział właściwie jest marginalny. Chirurgicznie włączają się do akcji w ostatniej chwili, oczywiście z dobrym skutkiem.
Żeby wrócić do dobrych starych zwyczajów wyciągam dwie notki gastronomiczne dla prezesa :
- bezimienny choć bardzo często opisywany lokal borzęciński , prywatny prowadzony przez panią Eugenię – wdowy po sierżancie zawodowymi. Ponieważ zaś lokal jest jedyny w mieście, wszyscy tam się spotykają  i obecna władza  i stara inteligencja. Głownie piją wódkę ale i jedzą np. jeden z bohaterów zjada na obiad ziemniaki z kiełbasą.
- ponieważ cześć akcji dzieje się w Warszawie, to ci źli spotykają się w „Europejskiej”. Ciekawe czy ktoś wie gdzie w 1946 roku mieściła się taka knajpa w Warszawie bo ja ostatnio przypadkiem widziałem w jednej książeczce taką informację …..:)
Cytat wybrałem jeden ale znamienity. Przesłuchanie żony zamordowanego inżyniera Grąda prowadzone  przez prokuratora Tarkita. :
„- Tadeusz był człowiekiem niesłychanie uczciwym. Polityką zajmował się tylko za młodu i to nieszczęśliwie.
- Przecież polityka nie jest zajęciem nieuczciwym.
- A to już kwestia gustu panie Prokuratorze.”

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.