Lassota Ryszard - Wariackie papiery | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Lassota Ryszard - Wariackie papiery •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 1
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Lassota Ryszard
  • Tytuł: Wariackie papiery
  • Wydawnictwo: 
  • Seria: 
  • Rok wydania: 
  • Nakład: 
  • Recenzent: Waldemar Szatanek
  • Recenzja: 19/2009

Trawniki dumą a nie przyjemnością

Jako powołany przez Prezesa na specjalistę od literatury młodzieżowo-kryminalnej z przyjemnością polecam wszystkim powieść Ryszarda Lassoty „Wariackie Papiery” . Jest to mało znane dzieło jako że i R. Lassota nie zdobył sobie takiej popularności wśród autorów powieści młodzieżowych jak Niziurski, Nienacki czy chociaż Zającówna.
Jak w każdej książce młodzieżowej tak i w tej nie może zabraknąć przyjaźni, ambicji, rodzących się miłości no i co najważniejsze wątku kryminalnego.
Choć oś akcji rozgrywa się wokół rywalizacji dwóch nastoletnich osobników o pięknych pseudonimach „Salceson” i „Kabanos” to  mamy kilku równo rzędnych bohaterów, w większości kolegów z jednej klasy, podwórka lub klubu tenisowego. Na ich przykładzie mamy poznać różne postawy nie tylko młodzieży ale i ich rodziców .  (Dydaktyki w powieści młodzieżowej też nie może zabraknąć.)
 Rywalizują  oni o piękną młodą koleżankę z klasy : Patrycję – zapaloną tenisistkę. Jej problemy zaś obracają się zresztą wyłącznie wokół tenisa , nie zauważa ona podchodów chłopców a jakieś nieśmiałe ich próby zaproszenia na lody czy do kina zbywa z obojętnością. Jedyne co jest ją w stanie podniecić to jej rywalizacją z koleżanką z klubu Felą, córką miejscowego potentata handlowego. Okazuję się że ma on zamiar opuścić Polskę ale córka Fela nie chce wyjeżdżać z ojczyzny i wraz z matką zostaje .
Dziewczęta oczywiście w końcowych scenach się zaprzyjaźniają i w opisach autora można by wręcz wyczuć pewne wątki miłości lesbijskiej, oczywiście niewinnej, pierwszej. Ale jednak zdenerwowanie towarzyszące Patrycji przez całą książkę opuszcza ją dopiero gdy obejmuję Fele podczas gdy wcześniejsze umizgi chłopców ją mierziły.
Autor trochę się książką bawi a trochę idzie na łatwiznę np   wszyscy chłopcy mają przezwiska od wyglądu  a dziewczęta są piękne. Stosuje też dziwną formę narracji tak jakby był uczestnikiem wydarzeń. Prawdopodobnie jest to starszy Pan który do nikogo się nie odzywa, z bloku w którym większość bohaterów mieszka.
Jest troszeczkę również socrealizmu że zacytuje : „…bohaterowie tej opowieści mieszkają w mieście a raczej w jednej z jego peryferyjnych dzielnic przemysłowych, która rozwijając się pochłania okoliczne wioski i ich mieszkańców. (…) trudno dziś spotkać kogoś kto nie miałby za oknem , bliżej lub dalej, widoku żurawi budowlanych i nie huczałyby mu wywrotki naładowane materiałami. W takich nowych dzielnicach miast powstają szkoły o dobrym wyposażeniu, które służą dzieciom przylegających wiosek.”
Ciekawostką jest też to że nie poznajemy nazwy miasta a jedynie osiedla (Borek) ale miast które jak w opisie autora by miały  lotnisko i autostradę nigdy w Polsce za dużo nie było .
Wątek kryminalny niestety jest bardzo ubogi i sprowadza się do dwóch niewielkich zbrodni. Choć ciągną się one za to przez cała książkę.
Pierwszą jest kradzież ważnych listów z zagranicy do dyrektora huty (tą sprawą interesuje się milicja w osobie dzielnicowego). Podejrzenie pada na różne osoby nawet na listonosza choć ten zarzeka się że na pewno wrzucił list i jeszcze się cofnął sprawdzić czy domknął skrzynkę. Na szczęście okazuje się iż tej kradzieży dokonał filatelista zafascynowany zagranicznym znaczkiem, zresztą niepełnosprawny chłopiec.
Druga wiążę się z pojawieniem dwóch nieprzyjemnych typów o pseudo Wąsik i Baczek którzy chcą dokonać kradzieży 22 nowych maszyn do pisania przeznaczonych dla miejscowego klubu poetów. I upatrzyli sobie wspomniany blok jako miejsce na melinę dla ukrycia trefnego towaru do czasu przyschnięcia sprawy.
Do tego celu muszą jednak pozyskać najbarwniejszą postać tej książki a mianowicie  pana Ziutka, zwanego powszechnie „Panem Kierownikiem” a pełniącego rolę dozorcy. Otóż ten Pan Ziutek osoba nie przemęczającą się (twórca nieskończonej liczby bon motów typu : „Nie dać się osiodłać” czy „To konieczność zarabiania na chleb mnie zabija” ) a do której ciągle lokatorzy przychodzą z cieknącymi kranami,   zapchanymi zsypami (jest dużo barwnych scen rozmów takich mieszkańców z Panem Ziutkiem)
Pan Ziutek ma dwa marzenia: po pierwsze nie przemaczać się. Co najchętniej realizuje  za pomocą opalania się na skwerze na którym umieścił tabliczkę z hasłem z tytułu mojej recenzji. Drugim zaś jego marzeniem jest załatwienie sobie wariackich papierów (to znów tytuł książki) które by go skierowały do ośrodka gdzie mógłby : „ spać jeść i ubierać się na koszt państwa”. W tym celu jedynym mieszkańcem któremu poświęca czas , jest lekarz – psychiatra.
Ponieważ jednak lekarze są nieczuli na potrzeby Pana Ziutka na razie radzi on sobie inaczej. Otóż odkrył fuszerkę budowlaną w kamienicy w której dozoruje (budowlańcy wykonali o jedno za dużo pomieszczenie na rozdzielnie elektryczną ) i zaadoptował ją na swą melinę tak poszukiwaną przez Wasika i Baczka.
Ta rozdzielnia posiada wyjścia przez metalowe drzwiczki z trupią czaszką na obie strony budynku co powoduje że wszyscy się dziwią w jaki sposób Pan Ziutek jest się w stanie tak szybko przemieścić. Gdyż kamienica nie dość że jest duża to ma tylko jedno wejście.
Oczywiście na koniec wszystko się dobrze kończy. Filatelista o przydomku Garbusek  przerażony zamieszaniem i zainteresowaniem milicji w końcu postanawia oddać list. Panowie Wasik i Baczek oddalają się wystraszeni postawą Pana Ziutka który wprawdzie przymuszony wypił trochę alkoholu i wtedy przez pomyłkę uwięził dwóch chłopców myśląc że to jego prześladowcy. Ale później w wyniku podstępu  przyjaciół uwięzionych nie tylko ich uwalnia ale i pomaga im np. oddać skradziony list.
Źli uczniowie zaczynają odkrywać przyjemność z nauki, chłopcy odnajdują miłości w osobach niedocenianych do tej pory koleżanek a Salceson i Kabanosem zostają najlepszymi przyjaciółmi.
Ponieważ recenzja ta jest prezentem dla Grzesia to dwa prezenciki na koniec :
1.Miejscowy lokal gastronomiczny który nosi przepiękną nazwę „Bźdźągwa” roznoszący skisły zapaszek na okolicę.
2.Oraz cytat pochodzący z ust Pana Ziutka (a hasła miał on na każdą okazję) . Niech ten cytat będzie moimi życzeniami dla 40 letniego jubilata :
„Starość to zły okres życia ale jedyny sposób by jeszcze trochę pożyć”

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.