Edigey Jerzy - Trzy płaskie klucze (TK) | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Edigey Jerzy - Trzy płaskie klucze (TK) •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 0
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Trzy płaskie klucze
  • Wydawnictwo: Czytelnik, Wielki Sen
  • Seria: Jamni, Seria z Warszawą
  • Rok wydania: 1965, 2010
  • Nakład: 20290, bn.
  • Recenzent: Tomasz Kornaś

LINK recenzja Ewy Gryguc

LINK Recenzja Anny Lewndowskiej

LINK Recenzja Adama Sykuły



MILICJA NIE LUBI SIĘ CHWALIĆ, ALE WIE NIEJEDNO

Egzemplarz kryminału Edigeya „Trzy płaskie klucze” swego czasu był przedmiotem mojego szalonego nieledwie pożądania. Kryminał ten – wydany bodaj jako czwarta książeczka autora – puszczono na rynek w roku 1965 w nakładzie raptem 20 tysięcy egzemplarzy; wznowienia nie było. Był ostatnim brakującym tytułem do mojej kolekcji dzieł wszystkich Edigeya. Ale po wielu miesiącach szperań i poszukiwań stałem się jego posiadaczem. Zatem do lektury tego kryminału zasiadałem „z pewną taką nieśmiałością”.
Z radością donieść mi wypada, że „Trzy płaskie klucze” plasują się w czołówce dokonań literackich Edigeya. Nie będę epatował przymiotnikami, lecz powiem – jak to pisał Hłasko - „po naszemu, po robotniczemu: podoba mi się”. Rzecz jest następująca: ze skarbca Powszechnego Banku Rzemiosła ginie pewnego dnia astronomiczna kwota 10 milionów złotych. Wkraczają niezwłocznie milicjanci i przesłuchują, obserwują, śledzą, rewidują, rozmyślają, rozważają motywacje, snują koncepcje... Przebieg śledztwa wskazuje, jakie dobra materialne mogły podówczas być przedmiotem pożądania potencjalnego złoczyńcy. Podejrzani mogli potrzebować pieniędzy - bądź to na mieszkanie dla dziecka, bądź na skuter „Osa” (17 tysięcy złotych za egzemplarz przy średniej pensji w granicach 2 tysięcy) , a nawet... na złote rybki. Tak, tak - nawet na złote rybki. Prowadzący śledztwo kapitan MO wiedział bowiem, że „człowiek opanowany jakąś namiętnością zdolny jest dla zdobycia nowego okazu do swojej kolekcji posunąć się nawet do przestępstwa, znacznie poważniejszego niż kradzież”.
Edigey nawet – jak na swoje zwyczaje – nie kadził za bardzo funkcjonariuszom MO, nie roztkliwiał się szczególnie nad ich trudnym i niebezpiecznym życiem. Zastosował natomiast dość częsty w milicyjnych powieściach model, w którym śledztwo prowadzą dwaj charakterologicznie różni funkcjonariusze: jeden spokojny i opanowany, z mozołem badający poszlaki i gromadzący dowody, nieskłonny do szybkich decyzji; natomiast drugi to narwaniec, przy najlżejszej poszlace chętny zamykać podejrzanego do aresztu. Ale obaj milicyjni bohaterowie to oczywiście fajne chłopaki.
Ale to co przeczytałem na stronie 179 zaskoczyło mnie tak, jak jeszcze nic dotąd jeśli idzie o powieść milicyjną. Otóż – Edigey opisuje jak to milicjanci przesłuchują jednego z podejrzanych, który tłumaczy się ze swojego niezbyt jasnego życiorysu. Podejrzany ów zeznaje coś takiego: „kiedy wybuchła wojna, to miałem jeszcze trzy lata odsiadki [w więzieniu – TK]. Siedziałem właśnie w Białymstoku. Kiedy przyszli Niemcy, to nas wypuścili, bo odstępowali miasto Ruskim”. Coś takiego zostało wydrukowane w roku 1965!!! Pamiętam, że jeszcze w latach 80-tych w podręcznikach historii stało jasno, że we wrześniu 1939 roku Armia Czerwona wkroczyła na wschodnie terytoria Polski, biorąc w opiekę przed Niemcami Ukraińców i Białorusinów. Niemal do końca istnienia PRL zaprzeczano w oficjalnej historiografii, aby istniał tajny aneks do paktu Ribbentrop–Mołotow, w którym uzgodniono linie graniczne między III Rzeszą a Sowietami. A Edigey, jak gdyby nigdy nic, pisze prawdę, że „Niemcy”  - zgodnie z zawartymi umowami – odstępowali „Ruskim” część polskiego terytorium.  Zadziwiające...
A skąd tytuł niniejszego omówienia ? To po prostu najpyszniejszy cytat z tej całkiem dobrej powieści.

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.