Edigey Jerzy - Ostatnie życzenie Anny Teresy (TK) | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Edigey Jerzy - Ostatnie życzenie Anny Teresy (TK) •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 0
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Ostatnie życzenie Anny Teresy
  • Wydawnictwo: Kurier Polski, Wielki Sen
  • Seria: gazetowiec, Seria z Warszawą
  • Rok wydania: 1978-1981, 2010
  • Nakład:
  • Recenzent: Tomasz Kornaś
  • Broń tej serii: Druga seta
  • GAZETOWIEC

LINK Recenzja Piotra Kitrasiewicza

LINK Recenzja Doroty Samborskiej



Cielęcina od nerki

„Ostatnie życzenie Anny Teresy” jest jednym z kilku „gazetowców” Jerzego Edigeya. Powieść ta drukowana była w odcinkach w latach 1979-81 na łamach „Kuriera Polskiego”, „Ilustrowanego Kuriera Polskiego” oraz „Dziennika Zachodniego” i nie miała swojej edycji książkowej. I właściwie nie ma czego żałować. Lekturą byłem mocno rozczarowany.
Cały kryminał jest właściwie relacją z procesu kobiety oskarżonej o zamordowanie dziecka konkubiny swego męża. Prawie cała akcja toczy się na sali sądowej, z rzadka w gabinecie prokuratora oraz w mieszkaniu głównego świadka. Nie ma w tej powieści zdecydowanych zwrotów akcji, radykalnych przełomów w śledztwie. Wszystko zdaje się zdążać w kierunku narzuconym przez autora na samym początku. Szczególnie irytujące są zaś rozważania o sensowności kary śmierci, o moralnej odpowiedzialności koronnego świadka za treść wyroku wydanego przez sąd. Zajmują za dużo miejsca w powieści, spowalniają akcję, a szczególnie oryginalne nie są.
Na szczęście (i na pocieszenie) w powieści jest kilka fragmentów oddających ducha epoki późnego Gierka i znalezienie tych fragmentów cieszy mą duszę MOrdowca. Dowiedziałem się np. że walczyć z nałogiem tytoniowym można było podówczas przy pomocy specjalnych pigułek. Taki oto dialog odbyli dwaj bohaterowie po wyciągnięciu przez jednego z nich paczki Marlboro: „dziękuję, już od piętnastu lat nie palę. – A ja nie mogę się odzwyczaić. Już dwa razy kupowałem te bułgarskie pigułki, nic nie pomogło”.
O minusach życia w kraju budującym socjalizm zaświadcza główny świadek o oryginalnym nazwisku Cielentniewski. Na pytanie rozmówcy: „Ma pan telefon?” odpowiada: „Niestety nie. Moje podanie leży w dyrekcji telefonów już dwanaście lat”.
Szczególnie zabawny był inny fragment; świadczył o ograniczeniach w dostępie do dóbr kultury i do wyrobów zakładów mięsnych, aczkolwiek przy okazji zaświadczał o wysoko rozwiniętym poczuciu więzi międzyludzkich: „bilety do opery lub na dobry koncert trudno zdobyć. Komu się trafi okazja, to kupuje od razu kilka sztuk i dzieli się nimi z przyjaciółmi. To tak jak z szynką. Jeśli jest u rzeźnika, kupuje się dla siebie, dla rodziny i dla koleżanek”. W dalszej części powieści niejaka Regina Palenta (świadek obrony) opowiadała o oskarżonej: „nieraz wyskakiwała z biura, aby kupić czy to szynkę, czy też jakiś inny trudny do zdobycia smakołyk. Do mnie znajoma handlarka co tydzień przynosi cielęcinę. Ania zawsze prosiła, aby wziąć i dla niej. Szczególnie zależało jej na tym, aby było od nerki, bo to największy specjał pana Janusza”.
Co do warszawskiej gastronomii (akcja, jak to często u Edigeya bywa, dzieje się w stolicy) to dowiedziałem się, że na przystani „Skry” w „odnowionej kawiarni” można było zjeść smaczny obiad po przystępnej cenie; napić się kawy lub herbaty (w szklankach, a jakże...) można było w kawiarni „Na Rozdrożu” w Alejach Jerozolimskich. Pojawił się i alkohol w powieści: „prokurator rozwinął trzymaną w ręku paczuszkę i postawił na stole butelkę o kwadratowych kształtach. Winiak luksusowy”.
Na koniec specjalnie dla piękniejszej części klubu przytoczę za autorem spis przedmiotów noszonych w torebce przez szykowną kobietę, pracownicę centrali handlu zagranicznego. Kobieta owa – oskarżona o morderstwo – w swojej torebce nosiła np.: drobne monety, długopis, proszki od bólu głowy, stare bilety do kina, cukierek „bajeczny” firmy Wedel, pomadkę do ust, pilniczek do paznokci, chusteczkę do nosa, lusterko, kawałek ołówka oraz... hmmm... spinkę do podwiązek.
Dodam jeszcze, że sprawca zbrodni został ułaskawiony przez Radę Państwa – orzeczoną karę śmierci zamieniono na 25 lat więzienia. Prokurator Adamik Zygmunt i tak był zdania, że morderca wyjdzie wcześniej z więzienia: „Polska Ludowa jest wielkoduszna. Co kilka lat są jakieś amnestie”.

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.