Edigey Jerzy - Baba-Jaga gubi trop (WK) | Recenzje

Recenzje - Szperacz

Edigey Jerzy - Baba-Jaga gubi trop (WK) •PDF• •Drukuj•
•Ocena użytkowników•: / 2
•Słaby••Świetny• 
  • Autor: Edigey Jerzy
  • Tytuł: Baba-Jaga gubi trop
  • Wydawnictwo: Czytelnik, Wielki Sen
  • Seria: seria z Jamnikiem, Seria z Warszawą
  • Rok wydania: 1967, 2011
  • Nakład: 30280, bn
  • Recenzent: Wiesław Kot
  • Recenzja: 57/2013

LINK Recenzja Bartosza Brzózki

Incognito inspektora Horteksu

Było w „07 zgłoś się”, ale i tak przeczytaliśmy. Jest badylarz, nazwiskiem – tfu! – Salamucha. I on sobie siedzi za kułaczym stołem z rodziną i ktoś do niego strzela siedem razy przez otwarte okno. No, to już chyba jest jakiś powód, żeby się spotkać z komendantem wojewódzkim MO.  Salamucha nalega i audiencja zostaje mu udzielona, dzięki czemu śledztwo rusza. Funkcjonariusze próbują go mitygować, że teraz takie filmy o Zorro w telewizji, więc pewnie jakiś szczeniak postrzelał sobie na postrach. Ale Salamucha, „ogrodnik-badylarz”, jak o sobie mówi, chowa nieco w zanadrzu. Bo, okazuje się, jest szantażowany na grube pieniądze. Że trzeba tysiące podłożyć pod drzewem koło przystanku. Wszystko kręci się wokół Janek Małych (to nie tam, gdzie wieczne korki, kawałek w głąb prowincji) i Nadarzyna. Podłożono i szmal został podjęty. Nie będę pisał jak, bo spalę. W każdym razie druga część powieści jest w detalu o tym, jak się takie fanty podejmuje.

Detale. Na początek przyznaję się do niewiedzy i dopraszam się o informacje od  światlejszych ode mnie. W domu „ogrodnika-badylarza” – „ Wszystko z czeczotki lub - być może - forniru imitującego czeczotkę.” Dobrzy ludzie, co to? I dalej: są banknoty o nominale 500 zł., czyli „brudasy”. Czy to od umorusanego górnika (Pstrowski?)? Niech kto światlejszy… itd.

„Zapytał o pelur, papier do maszyny, wiedząc doskonale, że tego artykułu na pewno nie dostanie w cedecie. Pelur bardzo rzadko bowiem zjawia się w naszych sklepach i natychmiast jest rozchwytywany.” Oświećcie!

Coś dla prof. Kamyczka. „Jan Matejak, syn miejscowego ogrodnika, przyniósł pannie Eli piękny bukiet sztamowych róż. Dziewczyna wzięła kwiaty i śmiejąc się powiedziała speszonemu tym chłopcu: - Świetnie, Janku, że przyniosłeś taką miotłę. Będzie czym zamiatać schody.”

Jak to jednak Milicja Obywatelska pobudzała do refleksji… „Przy wejściu wisiała tabliczka >>Komenda Wojewódzka Milicji Obywatelskiej<<. Nieznajomy przeczytał uważnie ten napis, chwilę się namyślał, po czym położył rękę na klamce…”

Kawałek staropolszczyzny w powiązaniu z drogówką. „Funkcjonariusze służby drogowej będą mieli baczenie na wszystko, co się dzieje w obejściu badylarza.” Pamiętamy: „Niech Jan ma baczenie…” Stąd w wojsku: baczność!

Sentencje, bez których byśmy przepadli marnie jak statek bez latarni morskiej: „Różni są ludzie i różne mają sprawy”. Dalej: „Milicja jest bardzo rycerska.” No tak, ale oczywistości nie powinienem cytować. Jak tej: „Odwiedziny dzielnicowego nie budzą niepokoju.”

„Krasnoludki dawno już nie roznoszą listów i nie zostawiają ich na biurkach w cudzych mieszkaniach.” Bezcenne.

„Kto decyduje się na służbę w milicji, musi nieraz ryzykować głową.” Brutalna resortowa prawda.

Trafiają się zdania tak bezinteresownie piękne, że nic tylko cytować: „Ponieważ moje incognito zostało zdemaskowane, nie ma sensu nadal udawać inspektora z Hortexu”.

Boże, co to były za czasy, kiedy o trzeciej miało się fajrant. „Po godzinie trzeciej schody zaroiły się tłumem osób cywilnych i w mundurach. Wielki gmach opustoszał prawie całkowicie.”

„Za chwilę otworzyły się drzwi i do gabinetu wszedł wysoki, zgrabny mężczyzna w mundurze kapitana. Miał około 35 lat. Wśród ciemnych włosów pojawiały się już pierwsze srebrne nitki”. Pierwsza ważka obserwacja, że kapitan MO zanim wszedł, otworzył drzwi.  „A on mioł głowe…”, jak mówił Mikołaj Grabowski w znanym skeczu. A druga obserwacja: w MO siwiało się krótko po trzydziestce. Stąd konieczność wcześniejszej emerytury, zapewne…

Nieuchronny motyw alkoholowy: „Na kredensie stały butelki. Wśród nich wyróżniały się pękate karafki z domowymi nalewkami - ciemnoczerwoną wiśniówką, złotą morelówką, jasnoróżowym naparem z berberysu i brązową tarniówką. Kapitan dostrzegł tę baterię i zdrętwiał.” Na Pałacu Kultury widziałem ogromny napis czerwoną farbą: „Wiśniówka zgubą Polaków”. I z tym bym się ewentualnie zgodził. Ale „brązowa tarniówka”? Ludzie, co to? Syrop? Amfa w płynie?

I kolejna zagwozdka. Czytamy: „Chodźmy do mojego pokoju. Żona poda nam dobrej kawki, a ja wyciągnę ustałą „pestkówkę". Ten wiśniak ma już przeszło dwanaście lat, a pije się go jak wodę”. Piszącemu niniejsze wiele już udało się pić „jak wodę”, ale (chyba) nigdy „pestkówki”. Pomyśleć, ile rzeczy człowieka w życiu ominęło…

„Podróżni wcale nie okazali niezadowolenia, gdy sympatyczna bufetowa oświadczyła, że kawa będzie dopiero za piętnaście minut, ponieważ jeszcze nie ma ciśnienia w „expressie". Pojęcie „sympatycznej bufetowej” (niezależnie co sadzimy o HGW) oraz pojęcie „ciśnienia w ekspresie” należą do epoki.

Jak to milicjanci bezbłędnie się kamuflowali. „Trzeba przyznać, że robotnicy zatrudnieni przy naprawie drogi nie budzili żadnych podejrzeń. Zachowywali się tak jak ich koledzy po fachu - niewiele robili, palili papierosy, jedli drugie śniadanie i interesowali się wszystkim, tylko nie swoją robotą.” Zagadka. Z jakiego to filmu: „Śniadanie to wy w domu jedzcie!”

„Gdy pokonali już tę przeszkodę, oficer milicji dodał gazu swojemu junakowi, aż motor zawył na pełnych obrotach.” Ten junak był podobno klasy harleya, tylko zaniechano modernizacji, a potem produkcji.

„Ten, kto zdobył się na tak sprytny pomysł, będzie o wiele mądrzejszy niż włamywacze z Narodowego Banku Polskiego w Wołowie.” Zagadka: jaki film opowiada o napadzie na bank w Wołowie?

Milicyjne hasło: „Ale mimo to w końcu zwyciężymy.”. Po angielsku: „We Shall Overcome Some Day”.

Zagadka: „Nadeszła panna Ela i usadowiła się naprzeciwko kapitana”. Jaką nadwagę prezentowała panna Ela?

„Tak więc za punkt wyjściowy śledztwa trzeba było uznać listę dwunastu podejrzanych.” Jak w Piśmie. Dwunastu podejrzanych. Jezus pyta Piotra podczas ostatniej wieczerzy. Skąd mieliście na te wszystkie smakołyki i na wino? – Nie wiem, Panie. Podobno Judasz coś sprzedał.

I tyle drwiny ze świętości na dziś.

 

© 2001-2011 Klubowicze - Klub MOrd. Polskie kryminały milicyjne. Klub Kryminalny. Powieść milicyjna, kryminalna i szpiegowska. Kryminał PRL. Morderstwo w PRL.